2. Recenzja za film „TOM”- autorka Paulina Krzesiak

Tom zadziwia. Tom przeraża. Tom wciąga, zapętla, pochłania. Nowy film Xaviera Dolana jest naprawdę nowy dla jego twórczości.

 

To już czwarty film w karierze młodego reżysera. Tchnie jednak świeżością niczym porządny debiut. Dla widza obeznanego z twórczością Kanadyjczyka, Tom będzie ogromnym zaskoczeniem. I obietnicą –nowego, innego, lepszego (być może?) Dolana.

Reżyser podbił serca widowni autobiograficznym Zabiłem moją matkę. Przeprowadził wiwisekcję na samym sobie i swoim dzieciństwie. Wiwisekcja musi boleć, ale Dolan przekazał ją w tak wysmakowany sposób, ujawniając swoje genialne oko i umiejętność komponowania zupełnie wyjątkowych scen, że film ogląda się z przyjemnością. Prawdą jest, że obraz został poszatkowany – genialne sceny przeplatają się z toczącą się powoli historią, opowiedzianą wręcz paradokumentalnymi obrazami. Ale wciąż styl ponad wszystko!

Wyśnione miłości pogłębiły przekonanie, że 20-latek ma tak wyrobiony sposób obrazowania, że już nigdy od niego nie odejdzie. Spowolnienia, dopracowana do ostatniego szczegółu kolorystyka, perfekcyjne kadry, niezwykła muzyka – Dolan nabrał charakteru. Pogłębił swój styl – „Wyśnione miłości” wręcz balansują na granicy kiczu przez swoją perfekcyjność.

Na zawsze Laurence nie odbiegło od oczekiwań. Dolan zastosował te same chwyty, choć styl musiał dostosować do charakteru lat 80. Wyszło mu to, jak zawsze, ujmująco i przekonująco. Tyle że bez zaskoczenia.

Pozwoliłam sobie na krótki opis poprzednich dokonań Xaviera Dolana, aby móc w pełni zrozumieć to, co zaproponował teraz. Bo było to nie lada zaskoczenie. Muszę przyznać, że szłam do kina przewijając w głowie obrazy z poprzednich filmów. Czułam klimat, czułam charakter, czułam Dolana. A wyszłam z kina mając do jego filmów kompletnie inne podejście.

Przede wszystkim Tom to thriller. Rasowy, prawdziwy thriller. Niepewność, strach, groza są obecne od pierwszej sceny filmu. Lecz reżyser celowo nas konfuduje, serwując do tego swoje klasyczne spowolnione sentymentalne ujęcia. Do tego dodaje muzykę, która choć zazwyczaj wprowadza w nastrój, tutaj stanowi często kontrast dla tego, co oglądamy na ekranie.

Historia jest z pozoru prosta- Tom przyjeżdża na pogrzeb swojego kochanka. Musi zatrzymać się na farmie jego matki, ponieważ w okolicy nie ma hotelu. Matka nie wie, że syn był gejem. Matka myśli, że syn miał dziewczynę. Do tego dochodzi jeszcze brat kochanka Toma, który chce, żeby matka nie poznała prawdy. Francis, czyli brat, cel ma szlachetny – nie chce jeszcze bardziej unieszczęśliwiać Agathe, która dopiero co straciła syna. Francis nie umie jednak stosować równie szlachetnych środków. Grozi, bije, gnębi i dręczy Toma.

I tutaj zaczyna się główny problem filmu. Relacja Toma i Francisa to typowa relacja ofiara –kat. Zaczyna się ostro. Francis zastrasza Toma. Potem łagodnieje. Francis oswaja Toma. Potem znów przybiera na sile. Pytanie, które zadajemy sobie przez cały czas trwania filmu, jest jedno: dlaczego Tom nie chce wyjechać z farmy? Mamy tu do czynienia z syndromem sztokholmskim, mamy do czynienia z przelewaniem uczuć z umarłego brata na żyjącego. Pachniesz jak on mówi Tom. I te słowa powinny wystarczyć. Bohater nie umie pogodzić się ze śmiercią człowieka, którego kocha. –Wszystko, co teraz mogę robić bez ciebie, to cię zastąpić – pisze Tom na chusteczce, jadąc na pogrzeb. Tom zgadza się na grę z Francisem w niezwykle symbolicznej scenie, gdy powraca na farmę po próbie ucieczki –w spowolnionym tempie, rozmazana sylwetka zbliża się po czym wchodzi do domu.

Tematyka odbiega tak bardzo od poprzednich filmów Dolana, że to już jest pierwsze zaskoczenie. Nie ma klasycznego sentymentalizmu, nie ma tylko miłosnego cierpienia. Jest ból, jak najbardziej realny i rzeczywisty, jest prawdziwa strata, jest przemoc, jest też krew. Odniosłam poniekąd wrażenie, że Dolan doznał brutalności świata i uwidocznił to w swoim nowym obrazie.

Co więcej, oglądając przeżyłam stylistyczny szok. Co prawda odnalazłam typowe elementy dolanowskiego stylu w Tomie, ale były to tylko drobniutkie akcenty. Paradokumentalna kamera wkroczyła dużo intensywniej niż w poprzednich produkcjach. Obrazy mieszkańców miasteczka na pogrzebie czy też u lekarza są niesamowicie rzeczywiste i… zbyt brzydkie jak na Dolana. Byle jakie ubrania, byle jaki makijaż. Brzydota, szarość, smutek. Tak jakby realne cierpienie skłaniało stylizację do odejścia na bok, odstąpienia miejsca prawdzie, która choć bolesna, ma dużo więcej do przekazania, niż kolor i muzyka.

Czy to oznacza, że mamy do czynienia z ponownymi narodzinami geniuszu? Czy też artysta rodzi się w cierpieniu, poprzez swoje poprzednie dzieła, by za każdym razem pokazywać świat od nowa? Jedno jest pewne, tak głęboko zarysowanych postaci jeszcze u Dolana nie było. Nie było też aż tak dojmującego, trudnego do zrozumienia bólu. Ani tak brzydkiego świata. Dolanowski Tom wplątuje do tego stopnia. Możemy więc z pewnością liczyć na więcej w przyszłości.

Paulina Krzesiak

 

 1,899 total views,  1 views today