Recenzja filmu: „Egzamin”. Janusz Wróblewski

Społeczny film sensacyjny
Świetny, przemawiający do wyobraźni obraz chaosu wartości w naszej części świata.
 

Sensacyjny zwycięzca Cannes sprzed paru lat Rumun Cristian Mungiu nie przestaje zadziwiać. Po głośnych „4 miesiącach, 3 tygodniach i 2 dniach”, opisujących piekło podziemia aborcyjnego w ostatnich latach panowania Ceauşescu oraz wizji szaleństwa i opętania w prawosławnym klasztorze („Za wzgórzami”), twórca sięga znów po szokujący temat. Tym razem jest to bezlitosny opis korupcyjnych układów trawiących rumuńskie społeczeństwo. Chodzi o elity: nauczycieli, lekarzy, policjantów, którzy, łamiąc prawo, świadczą sobie wzajemnie przysługi, coś załatwiają, spłacają długi wdzięczności lub – jak 50-letni doktor z Klużu, bohater „Egzaminu” – idą na kompromisy, żeby zapewnić lepszą przyszłość przystępującej do matury córce.

Adrian Titieni (Romeo) i Maria Victoria Dragus (Eliza) w obrazie o współczesnej RumuniiFilmowy ojciec z wyczuciem zagrany przez Adriana Titieniego reprezentuje przegrane pokolenie wolności, które po powrocie z emigracji do kraju po upadku żelaznej kurtyny wierzyło w etos i misję. Chciało zaszczepić w nowym demokratycznym społeczeństwie zachodnie standardy, lecz zderzenie z postkomunistyczną mentalnością okazało się zbyt dużym wyzwaniem. Gdy go poznajemy, dawno zapomniał o ideałach, jego rodzina jest w rozsypce, żona bibliotekarka wyrzuca go z domu, a zazdrosny o matkę synek kochanki najchętniej by go ukatrupił. Spisując swoje życie na straty, lekarz myśli już tylko o zapewnieniu lepszego losu swojej jedynaczce – wbrew jej woli, zmuszając ją do wyjazdu i podjęcia studiów w Anglii. Nagrodzony za reżyserię w Cannes „Egzamin” ogląda się nie jak płaski społeczny moralitet, tylko zgoła sensacyjny, wciągający kryminał. Jak zwykle u Mungiu dojrzałość realizacyjna idzie w parze z godną podziwu psychologiczną wnikliwością. Świetny, przemawiający do wyobraźni obraz chaosu wartości w naszej części świata.