Recenzja filmu: „Opowieść o trzech siostrach” Janusz Wróblewski

Baśń bez złudzeń

Poruszający dramat o tym, że wszystko toczy się w rytm wyniszczającego fatum.
 

Podobnie jak w „Blokadzie”, utrzymanej w tonacji kafkowskiej przypowieści, tak i tu utalentowany reżyser Emin Alper w budzący podziw poetycki sposób prześwietla turecką rzeczywistość. I nie pozostawia złudzeń. Delikatna, baśniowa atmosfera leniwie toczącej się historii o nieudanych próbach wyrwania się z przekleństwa wegetacji na ubogiej anatolijskiej prowincji wydaje się magiczna i urzekająca. Nie pozwala zrazu wyczuć grozy, przed którą uciekają bohaterki filmu. Dopiero uważna obserwacja relacji wewnątrzrodzinnych, poznanie tajemnic i odmiennych charakterów tytułowych trzech sióstr odesłanych z powrotem na wieś z miasta – złudnie symbolizującego wolność i nadzieję na poprawę bytu – pozwala zrozumieć przyczyny ich nieszczęścia. Silne przywiązanie do patriarchalnej tradycji uosabianej przez ojca, dobrego tyrana, pragnącego przychylić nieba swoim córkom. Na drugim biegunie: feudalne stosunki, kłująca w oczy bieda, upokarzające traktowanie, wykluczenie, wszechobecna nienawiść. W sumie daje to mocny, poruszający dramat o tym, że wszystko toczy się w rytm wyniszczającego fatum: gorzkich, powtarzanych od wieków rytuałów, a śmierć jest tylko jednym z nich.

5,734 total views, 324 views today