Recenzja filmu: „Parasite” Janusz Wróblewski

Bunt karaluchów

Film ujawnia, jak oparta na wyzysku i olbrzymich nierównościach społecznych rzeczywistość w istocie zamienia się w piekło.

 

Jak żyć w świecie, w którym jeden procent najbogatszych mieszkańców ziemi zgromadził niemal tyle bogactwa, co pozostałe 99 proc. ludzkości? Nagrodzony Złotą Palmą „Parasite” (Pasożyt) mówi o tych dysproporcjach językiem satyry, komedii, groteski, horroru, dramatu społecznego, ani na moment nie przestając być zarazem gorzką bajką, w brawurowy sposób opisującą aspiracje najuboższych, a także lęki klasy posiadaczy. Nic w tej zuchwałej, rebelianckiej opowieści nie jest oczywiste, chociaż pierwsze minuty filmu wskazują raczej na dość standardowy rozwój wypadków. Oto kochająca się, lecz bezrobotna rodzina, mieszkająca w zalewanej wodą miejskiej suterenie, otrzymuje nieoczekiwaną szansę od losu. Po wielu nieudanych próbach założenia przez seniora rodu własnego biznesu jego dorastający syn po oblanych egzaminach na studia, dzięki protekcji kolegi, zostaje korepetytorem u niewyobrażalnie bogatych ludzi. Wrodzony spryt, inteligencja i zuchwałość podpowiadają mu, że należy tę okazję wykorzystać, pomaga więc zatrudnić się u rodziny również siostrze, a ta wciąga ojca. Gdy już wiadomo, w jaką stronę mniej więcej to wszystko zmierza, sprawy przybierają najmniej spodziewany obrót, rozwiązania stają się nieprzewidywalne.

Ogrywając i bawiąc się dowcipnym motywem, jak to biedak został królem, „Parasite” nigdy nie rezygnuje z ambicji ukazania kapitalistycznej współczesności w jej najbardziej drapieżnym wcieleniu. Pozornie beztroska zabawa obnaża nie tylko atawizmy i ambicje najuboższych. Wyśmiewa nie tylko snobizm i wielkopańskie maniery nuworyszy. Film ujawnia, jak ta oparta na wyzysku i olbrzymich nierównościach społecznych rzeczywistość w istocie zamienia się w piekło. Joon-ho Bong w bardzo przyjemny, rozrywkowy sposób buduje piramidę ludzkiego nieszczęścia. Tryska humorem tam, gdzie powinny pojawić się łzy. A w finale zamiast budującego przesłania funduje deziluzję. W swojej wcześniejszej twórczości („Matka”, „The Host: Potwór”, „Okja”, „Snowpiercer. Arka przyszłości”) Koreańczyk konsekwentnie drążył podobne tematy, ale dopiero teraz osiągnął właściwy ton, mistrzostwo na każdym

5,694 total views, 106 views today