Recenzja filmu: „ROMA”

 Sen o przeszłości

 


Na film wybrałem się kilka dni temu z mieszanymi uczuciami. Kino artystyczne zazwyczaj kojarzy mnie się z  filmami przesiąkniętymi aluzjami i symbolikom. Często mające przerost formy nad treścią. Jednak skoro zostało okrzyknięte arcydziełem, trzeba było je zobaczyć by wyrobić sobie własną opinię.

 

Zatem o czym jest ten film? Jest to wspomnienie reżysera Alfonso Cuaróna ze swojego dzieciństwa. Opowiada historię Cleo (Yalitza Aparicio) oddanej służącej średnio zamożnej rodziny. Mieszkają w dzielnicy Mexico City o tytułowej nazwie Roma. Ich dom jest przestronnym jednorodzinnym piętrowym domem w gęstej zabudowie. Od sąsiednich budynków oddziela go tylko brama z wąskim „podjazdem” do małego podwórka z tyłu domu. Tłem zwykłego życia i codziennych problemów są wydarzenia politycznospołeczne Meksyku w 1971 roku.

 

Starcie policji i studentów

 

Pomimo prostej historii film obfituje w komiczne jak i tragiczne sytuacje rysując portret wielopoziomowego społeczeństwa. Na ekranie pokazane są głównie kobiety i ich zmagania z codziennością. To one dbają o dom i dzieci (głównie służące). Mężczyźni, raczej macho, pełna rolę trutni, zarabiają na dom (pan domu) lub pełnią funkcję rozpłodową (Tono który wykorzystuje Cleo). Na co dzień bawią się swoimi zabawkami jak przesadne samochody, legnięcie przed telewizorem, strzelanie z pistoletów czy ćwiczenia w sztukach walki, generalnie zajmowanie się sobą. Kobietą pozostaje tylko wyrozumiałość, miłość, oczekiwanie, nadzieja a ostatecznie i cierpienie. Z kolei dzieci żyją w złotej klatce, izolowane od problemów rodzinnych jak i świata zewnętrznego. Na to nakłada się zamożność klas społecznych. Elity które kierują sytuacją w kraju w ogóle nie pokazują się w kadrze (ale ich poczynania widoczne są za „oknem”). Klasa średnia czyli rodzina Sofi (matki czwórki dzieci) i jej męża lekarza. Biedne służące jako klasa robotnicza których los niewiele różni się od psów które są w Meksyku traktowane najgorzej.

 

Rodzina Sofii

Cuarón w swoim filmie nie stawia pytań i nie stara się szukać na nie odpowiedzi. Dzięki temu film jest bardzo uniwersalny. Pozwala widzowi na samodzielną decyzję co jest dla niego ważne. Czy zwróci uwagę na kobiety i ich los? Może na rolę mężczyzn? Niektórych przykuje sytuacja polityczna i los zwykłych obywateli na tle zamieszek. Mnie uderzyła sytuacja pracownika. Cleo pracuje w domu urządzonym ze smakiem i funkcjonalnym. Jednak kuchnia do której nie zaglądają właściciele jest w opłakanym stanie. Szafki w których brakuje uchwytów, obdrapane sprzęty i ciasnota bardzo kontrastują z resztą domu. Nawet pranie jako obcowanie z brudem odbywa się na dachu aby nie było widoczne. No i sprzątanie po psie jako najbardziej niewdzięczna rola. Generalnie „Państwo” stara się nie widzieć ciężkiej pracy Cleo i jej siostry. Raczej wytykają im niedoróbki i stawiają roszczenia. Dopiero kiedy Pani domu i służąca znajdują się w podobnej sytuacji, opuszczone przez mężczyzn, zauważają że pozycja społeczna przed niczym nie chroni. Zbliżają się do siebie, ale i tak empatyczność Cleo o wiele przewyższa współodczuwanie Sofii. Choć nie da się zaprzeczyć, że pozycja i znajomości wiele pomogły w dostępie do opieki medycznej. Gorzki jest fakt, że próba zmiany życia i pozycji często się nie udaje. W tym przypadku Cleo ulega Tono co ma bardzo dramatyczne konsekwencje. 

 

Jedno z wielu nostalgicznych ujęć.

 

Film Cuaróna zawiera wiele symboliki, którą można rozumieć po swojemu. Np. woda jako symbol upływu czasu. Akcja rozgrywa się przez cały rok, choć tego nie czuć ze względu na rutynę codzienności, jednak ciąża Cleo trwa 9 miesięcy. Innym często powtarzającym się obrazem jest przelatujący samolot. Dla mnie symbol postępu, egzotyki i wolności które są tak odległe od naszego „rutynowego” dnia. 

 

Woda i samolot – jedne z wielu symbolicznych obrazów.

 

Roma dla mnie była bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Film wciągnął mnie do świata jak ze snu. Cuarón, jak mózg we śnie, porządkuje swoje wspomnienia z dzieciństwa. Przesiewa je przez filtr dorosłego człowieka i pokazuje przez pryzmat upływającego czasu. Na to nakładają się piękne szerokokątne kadry i wolny ruch kamery. Również czarno-biała forma filmu potęguje to wrażenie. Całość uzupełnia klimatyczna muzyka doskonale wkomponowana w film. Brawa nalezą się aktorom za świetnie kreacje, zwłaszcza że tylko seniorka jest zawodową aktorką.

 

Czy jest to arcydzieło? Czas pokaże. Dla mnie jeden z najlepszych filmów artystycznych jakie widziałem. Na pewno do zobaczenia na dużym ekranie, bo w telewizji bardzo dużo straci.

 

 

491 total views, 5 views today