Recenzja filmu „Szarlatan” Autor: Mateusz Michalak

Każdy komu filmografia Holland nie jest obca, ten wie, że kino moralnego niepokoju to coś, w czym reżyserka czuje się dobrze. Ludzie zaznajomieni natomiast z jej życiorysem, dostrzegają jak silne piętno odcisnęła na niej nowa fala filmu czechosłowackiego, skupiająca się tak często na wypaczeniu moralności wśród ludzi młodych.  W „Szarlatanie” możemy dostrzec tę inspirację.

Wybierając się do kina na seans najnowszego dzieła polskiej reżyserki, nie wiedziałem o filmie absolutnie nic. Produkcja i powstawanie tego filmu umknęły mojej uwadze, natomiast gdy zaczęła się jego promocja, celowo unikałem wszelkich informacji, aby obejrzeć te dzieło z absolutnie czystym umysłem.

Fabuła filmu jest historią Jana Mikoláška – co ciekawe granego przez zarówno ojca, jak i syna, ponieważ wcielają się w niego świetni Ivan i Josef Trojanowie, w zależności od czasów które widzimy na ekranie – postaci prawdziwej i dość kontrowersyjnej.  Jana Mikolášek był zielarzem, człowiekiem który w oczach wielu był szarlatanem, dla innych niemalże cudotwórcą – na podstawie oględzin moczu chorego, wiedział co mu dolega i jakie leczenie zastosować. Leczył wszystkich : od biedoty, poprzez nazistów i komunistów, po najważniejszych urzędników, jakim bez wątpienia był Antonín Zápotocký, prezydent Czechosłowacji, pod którego protekcją Jan się znajdował.

Film rozpoczyna się u schyłka szczytu kariery Mikoláška – mimo iż szkalowany w mediach, jednak nadal leczy on ludzi, a przed jego gabinetem stoją gigantyczne kolejki. Choć umierający na samym wstępie filmu Zápotocký zwiastuje już nadchodzące kłopoty Jana, długo jeszcze obserwujemy go jako człowieka społecznego zaufania.

No właśnie – człowieka. Film nie jest pomnikiem dla jego owianej legendą postaci. Nie jest również filmem politycznym, choć niewątpliwie nie dało się uciec od realiów tamtejszych czasów, ani od sytuacji w której pionkiem stał się tytułowy szarlatan. Mimo wszystko czujemy że oglądamy przede wszystkim historię człowieka, że taki jest główny zamysł tego dzieła. Widzimy Jana, mężczyznę pełnego sprzeczności, przez to tak ludzkiego, pełnego wad i cech godnych poszanowania. Dość szybko widz rozumie że protagonista jest uczciwy i dobry – samemu sponsorując na przykład wakacje nad morzem dla młodego pacjenta. W tym samym czasie widzimy również (dość prędko niestety ucięty i niezgłębiony) wątek siostry, którą Jan chętnie poniżał.

Cechy te, zarówno te pozytywne, jak i te negatywne, uwypuklają się z każdą minutą. Jan czasami jest wręcz odpychający, namawia do złych czynów, innym razem widzimy jak wielkie brzemię niesie, jak bardzo pragnie pomagać. Holland stąpała po bardzo cienkiej linii tworząc jego filmową postać – jest dwuznaczny, ale nie przesadzony, wszystko ze sobą współgra i tworzy obraz człowieka z krwi i kości, co jest siłą tego filmu.

Podobnie działają udźwiękowienie czy obraz – gwarantuję że po wyjściu z kina nie zostanie wam w głowie żaden motyw muzyczny, żadne genialnie wykadrowana scena – nie dla tego że zostały stworzone nieudolnie – wręcz przeciwnie, nie wybijają z rytmu, są bardzo intymne, tworzą swego tło po którym suną główni aktorzy, oddając im całkowicie scenę i pozwalają im wziąć na barki całą uwagę widza.

Najnowszy film Agnieszki Holland jest zjawiskiem ciekawym – to jest po prostu dobry film. Czy jest to film który zapamiętam na całe życie, który polecę komuś sam z siebie kilka lat innej osobie? Wątpię. Czy jest to film, na którego seans w kinie bym obecnie polecił się wybrać? Jak najbardziej. Czuję jednak że bardziej aniżeli ciekawą biografią, czy udanym dziełem kinematograficznym, „Szarlatan” będzie dla osób wrażliwym doświadczeniem, trochę ulotnym, niczym zapach ziół, które Mikolášek tak bardzo uwielbiał.

 39 total views,  1 views today