Recenzja filmu: „Timbuktu”, reż. Abderrahmane Sissako. Janusz Wróblewski

Dżihad w praktyce
Największą siłą filmu jest dyskretny, nienachalny ton, wyrażony spokojną pracą kamery, podkreślającą harmonię natury, niewinność przyrody i pejzażu.

Zachód boi się Państwa Islamskiego. Terror dżihadystów budzi grozę. Mało kto jednak uświadamia sobie, jak wyglądają rządy fundamentalistów w praktyce. A to pokazuje Mauretańczyk Abderrahmane Sissako w „Timbuktu” na przykładzie losu mieszkańców małej osady w afrykańskim Mali, opanowanej przez uzbrojoną grupę ekstremistów. Dla fanatyków szariat to przede wszystkim haram, czyli długa lista rzeczy zakazanych: od śpiewania i palenia papierosów (są niezgodne z wolą Allaha) po wychodzenie przed dom. Żeby nie kusić mężczyzn, kobiety muszą zakładać skarpety i długie rękawiczki w 40-stopniowym upale. Mężczyźni nie mogą grać w piłkę. Najcięższym grzechem jest oczywiście cudzołóstwo, za które grozi ukamienowanie. Sissako przedstawia ten obłęd poetyckimi środkami. Mimo publicystycznego zacięcia nie ogranicza się do potępienia dogmatyzmu religijnego. Rozlicza też hipokryzję bojowników powołujących się na nieomylność proroka i Koranu, którzy sami łamią ustanawiane przez siebie zasady; kierują nimi kompleksy, zazdrość, partykularne interesy. Parodią prawa okazuje się proces wytoczony biednemu pasterzowi, który w trakcie szamotaniny nieumyślnie zabił rybaka. Nie ma miejsca na wyjaśnienie okoliczności. Oskarżony zostaje skazany na śmierć.

Największą siłą „Timbuktu” jest dyskretny, nienachalny ton, wyrażony spokojną pracą kamery, podkreślającą harmonię natury, niewinność przyrody i pejzażu, którą fundamentaliści też poddają cenzurze. Dzięki temu widać, jak dżihad przeradza się w wojnę przeciwko całemu światu, każdej formie wolności i istnienia. M.in. za tę gorzką przenikliwość film został nominowany do Oscara (przegrał z naszą „Idą”) i jako pierwsza mauretańska koprodukcja zdobył aż sześć Cezarów, w tym za najlepszy film i najlepszą reżyserię.  więcej o filmie

 862 total views,  1 views today