Recenzja filmu: „Wyspa psów (Isle of Dogs)” Janusz Wróblewski

I love dogs
Autor zręcznie w zgodzie ze swoją wizją kina wpisuje historię rebelii przeciwko złej władzy i grożącej światu katastrofie ekologicznej w kontekst Dalekiego Wschodu.
 

Już w „Fantastycznym Panu Lisie” Wes Anderson udowodnił, że dość nieoczekiwana zmiana konwencji – z aktorskiej na poklatkową animację lalkową – bardzo mu służy, wyraźnie ożywia jego ekscentryczny świat, sprawiając przy tym sporo uciechy widzom. „Wyspa psów” jest drugim obrazem Andersona zrealizowanym w tej czasochłonnej technice (prace nad filmem trwały blisko trzy lata) i znów się opłaciło. Ta wzruszająca bajka o przygodach 12-letniego sieroty, próbującego z pomocą pięciu bezpańskich kundli odnaleźć zaginionego pupila, a przy okazji uratować miejscowe czworonogi przed grożącą im apokalipsą, zawiera wystarczającą dawkę emocji, absurdalnego humoru oraz wielu innych atrakcji, by zainteresować nie tylko dzieci. Anderson stylizuje bajkę na dystopijną opowieść rozgrywającą się w niedalekiej przyszłości w fikcyjnym Megasaki na wyspach japońskich. Miasto moloch jest rządzone przez skorumpowanego burmistrza, manipulującego opinią publiczną w celu przykrycia prześladowania (psiej) mniejszości. Zaskakujące jest tu przede wszystkim to, jak zręcznie i w zgodzie ze swoją autorską wizją kina Anderson wpisuje historię rebelii przeciwko złej władzy i grożącej światu katastrofie ekologicznej w kontekst Dalekiego Wschodu.

Nad „Wyspą psów” unosi się duch Akiry Kurosawy, nie tylko jako twórcy mrocznych opowieści o miejskiej dżungli („Zły śpi spokojnie”, „Niebo i piekło”), ale też samurajskich epopei z niezapomnianym Toshiro Mifune w roli przywódcy banitów. Sposób kadrowania przy samej ziemi nawiązuje do harmonijnych kompozycji Yasujirô Ozu. „Płaski” sposób prowadzenia narracji to ukłon w stronę tradycji teatru kabuki. Flesze z retrospekcjami, np. otwierająca film opowieść o udomowieniu dzikich psów, a potem zastąpieniu ich przez rzekomo zdrowsze, nieprzenoszące wirusów koty, to forma żartobliwego haiku. Fani anime też znajdą tu coś dla siebie. Najważniejsze, że natłok tych skojarzeń nie przytłacza nastrojowej, budzącej skojarzenia z „Okją”, westernowej fabuły i służy dobrej zabawie. W imię odwiecznej przyjaźni psów i ludzi.